Zapach świecy ocenia się na dwa sposoby: na zimno, w zamkniętym słoiku, i na gorąco, po zapaleniu. Świeca potrafi pięknie pachnieć w słoiku i nie dawać prawie nic po godzinie palenia. Za taki wynik rzadko odpowiada sam olejek.
Pierwsza przyczyna słabego zapachu leży poza zapachem. Pula wosku, która nie dochodzi do ścianek, uwalnia za mało olejku, więc zaczynam od knota. Dopiero gdy pula jest pełna, sprawdzam recepturę.
Dozowanie liczy się na wadze, w procentach masy wosku. Dla soi sensowny zakres to 6–8 %, co przy 240 g wosku daje od 14,4 do 19,2 g olejku. Powyżej 10 % świeca nie pachnie mocniej, za to wosk zaczyna się pocić.
Temperatura dodania olejku ma znaczenie, bo lotne składniki uciekają długo przed punktem zapłonu. Producent wosku podaje temperaturę w karcie technicznej, a punkt zapłonu olejku jest w jego karcie charakterystyki. Obie karty warto mieć pod ręką przed ważeniem.
Sezonowanie zmienia wynik bardziej, niż się wydaje. Świeca sojowa oceniana dzień po wlaniu nie mówi jeszcze wiele o recepturze, dlatego dwa dozowania porównuje się po takim samym czasie, najlepiej po dziesięciu do czternastu dniach.
W tej kategorii piszę o zapachu jako o chemii wosku i olejku: dozowaniu, temperaturze i krystalizacji. Nie piszę o wpływie zapachów na samopoczucie. Na start polecam tekst o tym, dlaczego świeca sojowa nie pachnie po zapaleniu.